Lubicie łamigłówki?
Wiecie – sudoku, układanie słów, aplikacje „na rozruszanie mózgu”. Ja lubię. I patrząc na to, ile jest takich aplikacji, widać jedno: wiele osób ma realną potrzebę, żeby mózg pracował na wysokich obrotach.
Co to oznacza?
Że nasz mózg jest leniwy? Że chce tylko gapić się w ekran? Raczej nie.
Mózg lubi działać. Kręci go rozwiązywanie problemów, szukanie sensu, łączenie kropek. Tak jesteśmy skonstruowani, żeby się rozwijać – i dzięki temu cywilizacja idzie do przodu.
Tylko że… nie zawsze idzie do przodu od samego „klikania”.
Czasem łamigłówki są jak ciasteczko: dają szybką przyjemność, ale nie zawsze karmią tym, co naprawdę buduje wiedzę i kompetencje. „Kanapka” to coś innego: pytanie, które ma znaczenie. Rzecz z życia. Problem, który dotyczy Ciebie.
I tu wchodzi ciekawość.
Pomyśl: czy zdarzyło Ci się kiedyś wsiąknąć na kilka godzin w szukanie odpowiedzi na jedno pytanie?
- Dlaczego on je „byle jak”, a tryska energią, a ja niby się staram i ledwo powłóczę nogami?
- Jaki samochód wybrać?
- Jak trenować, żeby miało to sens akurat dla mnie?
Wtedy czytasz artykuł za artykułem, oglądasz filmik za filmikiem… i im dalej w las, tym więcej drzew. A to wciąga jeszcze bardziej.
To nie jest przypadek.
Badania pokazują, że ciekawość uruchamia w mózgu mechanizmy nagrody i wzmacnia zapamiętywanie – zwłaszcza gdy szukasz odpowiedzi na pytanie, które naprawdę Cię obchodzi.
I teraz najważniejsze: dzieci mają to jeszcze mocniej.
Dzieci uwielbiają się uczyć – tylko niekoniecznie w formie „wkuwania książki telefonicznej”. A niestety, do tego często sprowadza się spora część szkolnej edukacji: dużo treści, mało sensu, mało realnych pytań.
Są tu dwa problemy:
Po pierwsze: nie każdego kręci to samo.
To co dla jednego może być fascynującym tematem, który nie pozwala zasnąć, drugiego usypia w 3 minuty. Strategią szkoły jest szuflowanie wszystkim tego samego i oczekiwanie tych samych rezultatów. To istotnie syzyfowa praca.
Po drugie: żeby temat „zassał”, musi najpierw zaciekawić.
Nie zaczniesz czytać o treningu, jeśli nie czujesz, że to Cię dotyczy. Ale jeśli nagle widzisz, że koleżanka przebiegła maraton, a Ty sapiesz po schodach – temat zaczyna być „realny”. To się nazywa zainteresowanie sytuacyjne: iskra, która – powtarzana w dobrych warunkach – potrafi przerodzić się w trwałe zainteresowanie.
I dlatego dziecko trzeba „zahaczać” różnymi tematami w ciekawej formie.
Oczywiście, że nie wszystko zadziała. Oczywiście, że będzie sporo obojętności. Ale wystarczy, że gdzieś zaiskrzy – i nagle to dziecko samo chce wiedzieć więcej. A my wtedy nie musimy ciągnąć go za uszy.
Teraz wkracza mój konik: pokazuję, że geografia jest fajna.
Dla pasjonatów – oczywiste. Dla większości? Nie za bardzo…
Macie dzieci w szkole? Zajrzyjcie do podręczników i atlasów. Poświęćcie 5 minut i odpowiedzcie sobie uczciwie:
Wciąga?
Czy raczej człowiek ma ochotę to zamknąć po dwóch stronach? Z hukiem…
A przecież świat jest niesamowicie ciekawy.
Dlatego wymyślam sposoby, żeby pokazać, że geografia naprawdę może wciągać: przez pytania z życia, ciekawostki, mapy, skojarzenia, „aha-momenty”. I to działa – dostaję wiadomości od mam, że dzieci, które jeszcze nie mają geografii w szkole, nie ruszają się bez książki „POLSKA w małym paluszku”.
Jeśli chcesz sprawdzić, czy Ciebie też „zassie” – rzuć okiem. Może to będzie ta iskra.

- Ciekawość uruchamia mechanizmy nagrody i poprawia kodowanie pamięci (hipokamp), więc łatwiej zapamiętujemy to, na co naprawdę chcemy znać odpowiedź.
- Zainteresowanie nie jest „cechą wrodzoną na zawsze” – da się je wzbudzać sytuacyjnie, a powtarzana iskra potrafi budować trwałą pasję.
- „Gierki na mózg” mogą poprawiać głównie to, co ćwiczysz (tzw. transfer bliski), ale zwykle słabo przekładają się na szeroką „mądrzejszość” w życiu (transfer daleki).
- Gdy dziecko ma poczucie autonomii i kompetencji („umiem”, „mam wybór”), rośnie motywacja wewnętrzna i wytrwałość w nauce.
Autonomia to nie pedagogiczne „rób, co chcesz”. To sytuacja, w której dorosły aktywnie podsuwa dziecku różne tropy (tematy, ciekawostki, pytania), ale pozwala mu wybrać kierunek i tempo — przy jasnych zasadach i wsparciu kompetencji („umiem, dam radę”).











0 komentarzy