Sięgnęłam po podręczniki do geografii i…. jęknęłam.
Właściwie to ogarnął mnie wnerw. Takie ujęcie wiedzy o świecie mógł wymyślić tylko ktoś, kto ma jeden cel: ZNIECHĘCIĆ.
Co z tego, że w sumie każdy osobny temat może i jest całkiem fajnie opisany. Dorosły spojrzy i powie: ale o co ci chodzi. Zobacz – dobrze wytłumaczone. Fajnie pokazane. Czemu się czepiasz?
To teraz spójrzmy na to okiem dziecka.
Dziecka, które jeszcze niewiele wie o świecie, nie orientuje się do końca w tych wszystkim morzach, górach, krajach i nie bardzo wie, po co mu to w ogóle jest potrzebne.
Nie zdąży się tego dowiedzieć, bo nagle np. w szóstej klasie ląduje w takim chaosie:
Najpierw omawiamy współrzędne geograficzne i ruch Ziemi w Układzie Słonecznym – niby w porządku – dla dorosłego. Dla dziecka nie do końca, podejście nie od tej strony. (temat na osobny wpis).
Ale potem zaczyna się karuzela:
Położenie i ukształtowanie Europy zajmuje wraz z 2 mapkami 7 stron, na których skaczemy po jakichś ogólnych wyspach i półwyspach, przelatujemy linię brzegową ze zdjęciem norweskiego fiordu, potem zahaczmy o łańcuchy górskie i lądujemy w jeziorach.
Potem płynnie przechodzimy do wulkanów i podziwiania Islandii.
Zaraz potem omawiane są różnice klimatyczne Europy – już się palicie do poznawania tak ujętych zagadnień? Wciąga Was?
Idźmy dalej:
Wracamy do ukształtowania powierzchni (bo wpływa na klimat) i prędziutko zmieniamy temat na podział polityczny z nieodzowną Unią Europejską na czele.
Potem fascynujący temat ludności i starzenia się społeczeństw (co zajmuje prawie tyle treści co omówienie geograficzne całej Europy),a kolejne 7 stron podręcznika omawia temat migracji... (założę się, że dzieci na tym etapie nadal nie mają pojęcia choćby jakie kraje leżą nad Bałtykiem i co to jest półwysep Iberyjski…)
Natychmiast przeskakujemy do wielkich miast Europy, które ograniczają się do Paryża i Londynu i szybko przechodzimy do gospodarki, nagle lądując na zestawieniu Dani i Węgier.
Tak – ktoś wymyślił, że koniecznie trzeba te właśnie kraje zestawić ze sobą razem… bo to takie … logiczne? spójne? ciekawe?

Uczeń, zanim jeszcze dowie się, dlaczego rolnik mieszkający w pobliżu niego i pasący krowy na trawie jest odgórnie niszczony, a zalewa nas „techniczne jedzenie” nie spełniające żadnych norm zdrowotnych, musi się nauczyć o strukturze rolnictwa Danii i Węgier jednocześnie. I czy jest wydajne! To ważne, prawda?
Po zgłębieniu jakże ciekawego i ważnego dla każdego polskiego nastolatka połączenia wydajności rolnika duńskiego i węgierskiego, dla przyjemności kilka atrakcji turystycznych tych krajów – wymieszanych ze sobą (nie wiem, czy żeby trudniej było się połapać?).
Na tym etapie to już nawet Legoland nie wydaje się atrakcyjny.
Potem omawiana jest Francja, a w niej m.in. produkcja np. wyrobów chemicznych i farmaceutycznych.
Twój syn/ Twoja córka nie widzi sensu w nauce?
Ale przecież to wszystko ma nie tylko ogromny sens!
Jest też fascynujące, prawda?

Ale spokojnie, jeszcze omówimy energetykę Europy (nie dowiadując się oczywiście jak sobie pięknie strzela energetycznie w kolana i stopy jednocześnie) i zaraz potem przeskakujemy na temat turystyki w Europie Południowej. Całe 5 stron fascynującej wiedzy o „roli turystyki w gospodarce krajów Europy Południowej”.
Teraz przychodzi czas na omówienie sąsiadów Polski: Niemcy i ich przemysł, np. jak zmieniał się przemysł Nadrenii Północnej-Westfalii? Jesteście żywo zainteresowani? Na pewno.
Kilka atrakcji turystycznych (które w tym zestawieniu już wcale nie wydają się atrakcyjne), szybciutko „przelatujemy” Czechy i Słowację z takimi mapkami, że nawet nie wiadomo gdzie one tak konkretnie są…
Potem przerabiamy resztę sąsiadów, nie omijając tak istotnych informacji jak „struktura zatrudnienia”.
Dotrwaliśmy do końca.
Mdli Was? Bo mnie tak.
Jak to mogłoby wyglądać? Ja mam pomysł.
Chcecie poczytać?
PRZED-WIEDZA – dlaczego edukując dzieci warto mieć jej świadomość?